Szukaj
  • Katarzyna Żeglicka

Twoje intencje - moje granice


Demonstracja pod sądem. Właśnie układałam w głowie krótką wypowiedź na temat niedostępności sądów, gdy nagle dochodzi do mnie nieznajomy męski głos ze szczekaczki*:

- “A teraz ty powiedz, jak sądy traktują osoby niepełnosprawne!”.

Dostrzegam palec mężczyzny skierowany w moją stronę. Czuję też na sobie oczy protestujących, a w sobie nadchodzący przypływ gniewu. Znowu ktoś nieznajomy zwraca się do mnie na “ty”, a na dodatek bez mojej zgody wywołuje mnie na środek zgromadzenia. Pierwsza myśl: “Nie będę przemawiać”. Gniew i chęć bronienia swoich granic bierze jednak górę. Przejmuję od mężczyzny szczekaczkę i wykrzykuję przez nią, że nie jestem jego znajomą, nie przeszliśmy na “ty”. Na koniec dodaję, że nie podoba mi się, jak wywołuje mnie na środek bez wcześniejszego uzgodnienia tego ze mną. Następnie cała roztrzęsiona przechodzę do wypowiedzi na temat sądów.


Niekończąca się herstoria

Podobnych historii mam setki. Część z nich początkowo, albo w ostateczności, może wydawać się śmieszna (nawet dla mnie).

  • Pani na poczcie mówiąca, żebym przyszła z kimś dorosłym, bo nie wierzy, że jestem właścicielką MOJEGO dowodu osobistego.

  • Kobieta w autobusie łapiąca mnie znienacka za policzek i mówiąca “Usiądź sobie na moich kolanach chłopcze. Co będziesz tak stać”.

  • Starsza kobieta na przystanku, mówiąca “Ustąp mi miejsca”.

  • Pielęgniarka pytająca “Zażyłaś leki?”.

  • Koleżanka przy barze, klepiąca mnie przyjaźnie po głowie.

  • Znajoma na demonstracji podnosząca mnie do góry na powitanie.

Te dobre intencje, słowa, gesty, przyjazne zwrócenie na mnie uwagi, danie mi przestrzeni bez przestrzeni na moje decyzje, grzeczne prośby są dla mnie jest jak sznyt w życiorysie. Niby już się przyzwyczaiłam i umiem reagować, ale i tak bywam roztrzęsiona, czasem się popłaczę, czasem prowadzę dialogi w swojej głowie. No bo przecież mogłam jeszcze to powiedzieć a tego nie zrobiłam!

Część z Was powie, że jestem nadwrażliwa. Przecież ludzie robią to wszystko z sympatii, mają dobre intencje i na pewno nie chcą mnie zranić. Nie przemawiają do mnie te argumenty. Te dobre intencje prowadzą niestety do naruszenia moich granic fizycznych i psychicznych.

  • Gdy ktoś klepie mnie po głowie, narusza moją przestrzeń intymną. Czuję się wtedy symbolicznie “mniejsza”. Tego paternalistycznego gestu nie lubią również dzieci i psy. Nie klepcie więc innych po głowie bez ich zgody.

  • Gdy ktoś podnosi mnie do góry znienacka to zabiera mi grunt spod nóg oraz pozbawia poczucia kontroli. Zamiast tego chciałabym być zapytana, czy można mnie np. przytulić.

  • Chcąc, żebym się wypowiedziała publicznie bez wcześniejszego uzgodnienia, odbiera się mi prawo do samostanowienia oraz zaburza moje poczucie bezpieczeństwa. Można to wcześniej ze mną uzgodnić.

  • Jeśli słyszę jak nieznajoma osoba mówi do na “ty”, to mam poczucie, że traktuje mnie jak dziecko. Jeśli się nie znamy, zapytaj jak się do mnie zwracać.


Mówię “Stop!”

Jestem zdania, że gdy ktoś podnosi mnie do góry bez mojej zgody, to chce zaspokoić swoją potrzebę a nie moją. Być może osoba potrzebuje bliskości ze mną. Gdy nieznajoma kobieta zwraca się do mnie na “ty”, to pewnie potrzebuje szybkiego skomunikowania się ze mną. Może myśli, że jestem dzieckiem, skoro jestem taka niska. W końcu wszyscy jesteśmy tacy zabiegani to przecież można się pomylić. Potrzeba szybkiego załatwienia sprawy albo bliskości przez innych mogą być silniejsze niż moja potrzeba bezpieczeństwa, autonomii, wyboru i posiadania własnej przestrzeni.

  • Mam dość usprawiedliwiania osób przekraczających moje granice!

  • Mam dość obmyślania strategii!

  • Koniec z poczuciem winy, że zareagowałam zbyt ostro!

Mam dość przygotowywania się na “odwet” podczas powitania ze znajomym mającym w zwyczaju mnie podnosić. Chcę cieszyć się jego obecnością a nie zastanawiać się, czy znów stracę grunt pod nogami. Nie chcę znowu obmyślać, kiedy i jak zareagować, żeby mnie nie zdążył podnieść. Mimo, że już tego nie robi, mój strach pozostał i towarzyszy mi przy każdym powitaniu.


Bądźmy wyszczekane!

Jeśli zwrócisz się do mnie na “ty”, podniesiesz mnie lub dotkniesz bez mojej zgody, przygotuj się na moją reakcję. Nie zawsze będę miała ochotę tłumaczyć Ci, że postąpiłeś/aś nie fair, albo że przekroczyłeś/aś moje granice. Czasem też powiem do ciebie “Ej ty”, czasem (nie)grzecznie zwrócę Ci uwagę. Zdarzy się, że po prostu Cię opieprzę. Moja reakcja będzie zależała od tego, jak bardzo poczułam się urażona, jaki mam dzień, w jakiej jestem kondycji psychicznej, ile mam siły i energii, żeby się obronić. Pamiętaj jednak, że nie mam obowiązku być grzeczna i miła, kiedy ktoś bierze pod uwagę bardziej swoje potrzeby, jednocześnie mnie krzywdząc.


Chciałabym żyć w świecie, w którym, osoby są uczone jak szanować granice innych, bez względu na ich sprawność, płeć, orientację, pochodzenie, kolor skóry, a jednocześnie przygotowywane do reagowania, gdy ktoś te granice narusza. Chcę taki świat (współ)tworzyć, dlatego pewnie niebawem napiszę o tym, jak nie przekraczać cudzych granic, jak (nie) reagować, kiedy ktoś zwraca nam uwagę, że robimy coś nie ok. Podzielę się też refleksjami o tym, jak wiele kobiety z niepełnosprawnościami robią, żeby się przed niekomfortowymi i przemocowymi sytuacjami bronić.


*szczekaczka - potoczna nazwa megafonu ulicznego


Ten aktualny wciąż tekst ukazał się rok temu na moim starym blogu

19 wyświetlenia